SECTIONS
REGION

Zły Putin i idioty w amerykańskiej polityce

Jest coś, z czego wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę. Fakt, że coś wydaje się nieprawdopodobne a nawet szalone, czy totalnie destrukcyjne dla podstawowych interesów amerykańskich, nie oznacza, że rząd Stanów Zjednoczonych tego nie zrobi. To najważniejsza lekcja czasów, w których żyjemy.

Mając to na względzie, nie wykluczajmy – jakkolwiek nieprawdopodobne by się to nie wydawało – wojny z Rosją. Owszem, to pomysł wariata. Nie ma niczego, co moglibyśmy zyskać na konfrontacji z Władimirem Putinem, za to stracić moglibyśmy w ten sposób bardzo wiele, z życiem tysięcy Amerykanów na czele. Ale to nie oznacza, że Joe Biden na to nie pójdzie.

Biden jest pozbawiony poparcia, niekompetentny i zdesperowany. Przede wszystkim jest jednak słaby. Jest zaledwie pionkiem w grze swojej ekipy twardogłowych ideologów. Rosja znajduje się w tej chwili w sporze granicznym z sąsiednią Ukrainą. A wielu najbliższych doradców Bidena domaga się interwencji zbrojnej Stanów Zjednoczonych. Ironia losu polega na tym, że kryzys ukraiński został w dużym stopniu wywołany przez obecnych doradców Joe Bidena i wielu ludzi do nich zbliżonych na różnych szczeblach władz Stanów Zjednoczonych.

Stanowisko Rosji wygląda tak. Dla Rosji najważniejszą kwestią jest NATO. NATO jest powojennym sojuszem wojskowym utworzonym w 1949 roku po to, by powstrzymywać Związek Radziecki od inwazji na Europę Zachodnią. Działało całkiem nieźle przez jakieś 40 lat. Związek Radziecki nie istnieje już od ponad trzech dekad; jest dziś wyłącznie historią. A NATO trwa nadal i wydatki na nie są wysokie, jak nigdy. Jest dziś armią bez żadnego celu. Okazuje się zatem, że głównym powodem jego istnienia jest nękanie Władimira Putina, który – mimo wielu swoich wad – nie ma zamiaru atakować Europy Zachodniej. Putin nie chce na przykład Belgii. Chce mieć po prostu spokój na swojej zachodniej granicy.

I dlatego nie chce, by Ukraina weszła do NATO. I ma to sens. Wyobraźcie sobie, jakbyśmy się czuli, gdyby Meksyk i Kanada stały się państwami satelickimi Chin. Zdecydowanie by nam się to nie podobało. W przypadku Rosji też chodzi o sprawę egzystencjalnej wagi. W przypadku przejęcia Ukrainy przez NATO pod znakiem zapytania stanąłby dostęp Rosji do jej bazy marynarki wojennej w Sewastopolu, jednego z niewielu punktów wejścia Rosji na wody międzynarodowe przez Morze Czarne. Jak stwierdził badacz Rosji Richard Sakwa, utrata bazy Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu oznaczałaby „największą militarną klęskę geopolityczną Rosją w ciągu ostatniego tysiąclecia”.

I dlatego jest to dla Władimira Putina rzecz niedopuszczalna. To byłaby katastrofa. Nie może na to pozwolić i nie pozwoli. Ale nie byłoby z tego również żadnej korzyści dla Stanów Zjednoczonych, i to jest najistotniejsze. Stany Zjednoczone nie zyskałyby kompletnie nic na przejęciu Ukrainy. Po co nam to? W najlepszym wypadku doprowadziłoby to – i to się zresztą dzieje – do tego, że Rosja wpadnie jeszcze bardziej w objęcia władz chińskich. Byłaby to katastrofa dla Stanów Zjednoczonych i dla świata.

Dlaczego więc to robimy? Dlaczego rząd Stanów Zjednoczonych wciąga Ukrainę do NATO? Cóż, Bóg jeden wie. Jednak to właśnie robimy, to robią obie partie. Neokonserwatyści z otoczenia Bidena robią to, bo zawsze popierają każdy, najbardziej szkodliwy i głupi pomysł. Ale to samo robi niegłupi człowiek, jakim jest były sekretarz stanu Mike Pompeo, senator z Ohio Rob Portman, wielu Republikanów. To zatem ponadpartyjny rodzaj szaleństwa. Pytanie, czy może mu się oprzeć Joe Biden?

Dajmy spokój, odpowiedź jest jasna: Biden zawsze był bardziej lobbystą niż liderem. Mówi to, co mu każą. Kiedyś przemowy pisała mu firma sprzedająca karty kredytowe z Delaware. Dziś robią to neokonserwatyści z Departamentu Stanu. Schemat jest ten sam.

Biden rozmawiał przez łącze wideo z Putinem. Według Białego Domu, oznajmił rosyjskiemu przywódcy, że Stany Zjednoczone bez względu na wszystko dążyć będą do kontrolowania Ukrainy. Sekretarz stanu i niespełniony muzyk popowy Tony Blinken powtórzył to samo. Zagroził, że Amerykanie wyślą tam swe wojska. Jego rzecznik prasowy, Ned Price powiedział: „Jeśli tylko Rosja nie będzie dążyła do deeskalacji, jeśli zdecyduje się realizować jakiekolwiek plany kontynuowania swej zbrojnej agresji przeciwko Ukrainie, naruszania jej suwerenności, niepodległości i integralności terytorialnej, będziemy wraz z naszymi sojusznikami gotowi do działania. Będziemy przygotowani, by odpowiedzieć w sposób zdecydowany”.

Integralność terytorialna Ukrainy. Tym się przejmuje. O to tu chodzi, jak nas przekonują. Przecież Biały Dom Bidena najbardziej troszczy się właśnie o bezpieczne granice. Szczególnie w Europie Wschodniej, gdzie te granice nie mają charakteru rasistowskiego. Granic Ukrainy trzeba bronić. Ich otwarcie na świat, wpuszczenie tam – dajmy na to – dziesiątek tysięcy bezrobotnych Haitańczyków, byłoby niemoralne. Nie możemy na to pozwolić. Wyślemy nawet amerykańskie wojska na Ukrainę, by do tego nie dopuścić. Otwarte granice można tolerować w Teksasie, Arizonie, Kalifornii czy w innych stanach, do których przybywają bez zaproszenia potencjalni wyborcy Demokratów z krajów Trzeciego Świata. Ale na Ukrainie? Nie. Ukraina ma dane przez Boga prawo do integralności terytorialnej i amerykańscy żołnierze będą umierać w obronie tej integralności. To oficjalne stanowisko naszego państwa.

A teraz, jak mówią w CNN, musimy powstrzymać te rosyjskie ataki na święte granice Ukrainy, bo jeśli tego nie zrobimy, będziemy mieli przerażającą sytuację w sferze bezpieczeństwa. To sformułowanie pochodzi najprawdopodobniej z ust zastępcy sekretarza stanu u Joe Bidena, Victorii Nuland, która, jak donosi CNN, wystąpiła z grobową miną przed senatorami tamtej nocy.

Tak, Toria Nuland bardzo popiera wojnę z Rosją. Szokujące jest to, że wciąż wszyscy i wszędzie jej słuchają. Żaden poważny człowiek nie potraktuje z powagą Victorii Nuland. Ona jest chodzącym żartem. Nie tylko nie robi kompletnie żadnego pozytywnego wrażenia (zapytajcie ludzi, którzy ją znają), ale jest też niezbyt proamerykańska, jest – nawiasem mówiąc – jednym z architektów klęski w Iraku. Dlaczego w takim razie Toria Nuland wciąż wypowiada się na temat polityki zagranicznej? Czy facet, który zbudował Czarnobyl wciąż buduje reaktory jądrowe? Chyba nie.

Jedynie w Waszyngtonie, gdzie uparcie nagradza się ludzi za porażki, ktoś taki jak Victoria Nuland może trwać u władzy, jak robi to ona. Strach o tym pomyśleć. Victoria Nuland prowadzi naszą politykę wobec Ukrainy, oczywiście pod szerokimi hasłami popierania „demokracji”. Zapamiętajcie to, co teraz powiem. To ta sama Victoria Nuland, której rozmowa na temat tego, jak skończyć z demokracją na Ukrainie, została nagrana kilka lat temu. Oto Nuland w nagranej rozmowie spiskuje, by obalić demokratycznie wybranego prezydenta.

Posłuchajcie jak Nuland przedstawia listę potencjalnych marionetek, które mają zostać zainstalowane u władzy w miejsce wybranego w wyborach szefa państwa: „Nuland: Myślę, że Jac jest tym człowiekiem. Ma doświadczenie gospodarcze i rządowe. Powinien mieć Klicza i Tiagniboka na zapleczu. Musi z nimi rozmawiać cztery razy w tygodniu, wiesz. Myślę, że jeśli Klicz w to wejdzie, to będzie na tym poziomie pracował dla Jaceniuka. To nie będzie działało. Geoffrey Pyatt: Taa… Myślę, że to dobre. Ok”.

To nie zadziałało. Co z ukraińskimi wyborcami, którzy myśleli, że biorą udział w demokratycznym akcie? Nic. Toria Nuland chce demokrację obalić. Pamiętajcie, że jeśli robią tak tam, zrobią też tak tutaj. I teraz słyszycie tego samego bandziora z Departamentu Stanu, jak mówi nam, że mamy iść na wojnę z Rosją, żeby bronić demokracji na Ukrainie. Ci ludzie nie mają wstydu. Pytanie, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Oczywiście, że nie o demokrację, dla której nie mają najmniejszego szacunku. Częściowo może to być kac w wyniku idiotycznego kłamstwa na temat Rosji, którym Waszyngton żył przez trzy lata. Skoro wszystko, co związane z Putinem, jest złe, zróbmy sobie z nim wojnę. Wielu ludzi tak myśli.

Jest tu jednak jeszcze jedna przyczyna, rzadziej zauważana. Na przestrzeni lat ukraińscy lobbyści wpompowali miliony dolarów w działania w Waszyngtonie, które miały zmienić amerykańską politykę zagraniczną w regionie. Swego czasu, jak pewnie słyszeliście, zatrudniali nawet syna prezydenta, by móc powtarzać u nas swoje hasła. Płacono dziesiątki tysięcy dolarów miesięcznie, by móc nam mówić, że Rosja jest zła i musimy bronić ukraińskiej demokracji, choć w rzeczywistości sami przyczyniliśmy się do jej obalenia. Teraz już, pamiętając o tym, możecie nie być zaskoczeni tym, że Joe Biden stwierdził kiedyś, że Władimir Putin nie ma duszy.

„George Stephanopoulos: Powiedział Pan, że wie Pan, że on nie ma duszy.

Prezydent Biden: Tak, tak mu powiedziałem. Odpowiedział, że w takim razie się zrozumiemy. Nie byłem zbyt mądrym gościem. Byłem z nim sam w jego gabinecie. Tak to się stało. Kiedyś prezydent Bush opowiadał, że popatrzył mu w oczy i zobaczył duszę. A ja mówię mu: popatrzyłem Panu w oczy i nie sądzę, by miał Pan duszę. Władimir powiedział, że będziemy się rozumieć nawzajem.

Stephanopoulos: Czyli sądzi Pan, że Władimir Putin jest mordercą?

Biden: Tak”.

Ci ludzie są jak dzieci. Dzieci bawiące się w przywódców. Władimir Putin jest mordercą. Zapewne w przeciwieństwie do wszystkich innych szefów państw na przestrzeni historii ludzkości. Szczerze mówiąc, nie to jest najistotniejsze. Dusza Władimira Putina? Kogo to obchodzi. Możemy te sprawy zostawić jego spowiednikowi, jeśli takiego ma. Jedyną sprawą, która ma znaczenie jest to, czy interwencja na Ukrainie pomoże w jakiś sposób w realizacji kluczowych interesów Stanów Zjednoczonych. Oczywiście, jest to pytanie, którego w Waszyngtonie nie zadaje nikt.

Popatrzcie na tego usługującego Pentagonowi małego artylerzystę, człowieka bez żadnej godności, który mówi wszystko, co mu każą; opowiada, ile sprzętu wojskowego wysyłamy na Ukrainę. Oglądając to co mówi, pamiętajcie, że nawet nie próbuje on wyjaśniać po co mamy tam wysyłać tam ten sprzęt.

„John Kirby: Dostarczyliśmy na Ukrainę wsparcia w postaci sprzętu śmiercionośnego i nie śmiercionośnego o wartości milionów dolarów, tylko w ciągu ostatnich dziesięciu czy jedenastu miesięcy (…) Niezmiennie gwarantujemy, że Ukraina dostanie od nas to, czego potrzebuje do obrony”.

Mówcie więc co chcecie o Donaldzie Trumpie i jego koncie na Twitterze; może go lubiliście, a może odpychał was jego oryginalny styl. Patrząc z perspektywy, jest jednak jedna rzecz, za którą zasługuje na dozgonną wdzięczność: trzymanie podobnych idiotów z dala od polityki przez cztery lata. Za czasów Trumpa nie prowadzono bezsensownych wojen. A to już coś w skali amerykańskiej historii najnowszej. Właściwie, coś takiego zdarzało się bardzo rzadko w ubiegłym wieku. Ale dzięki niezachwianej determinacji, za którą drogo zapłacił – i jeśli warto ponieść taki koszt, to właśnie za coś takiego – Donaldowi Trumpowi się to udało. Opierał się za każdym razem, gdy członkowie Kongresu, faceci z firmy Raytheon, wszyscy inni zainteresowani, pchali go do wojny to tu, to tam, gdziekolwiek. Donald Trump był przeciw. I w Waszyngtonie znienawidzili go głównie właśnie za to. W końcu usunęli go za to z urzędu.

„Adam Schiff: Jak powiedział jeden ze świadków w ramach naszej procedury impeachmentu, Stany Zjednoczone wspierają Ukrainę i naród ukraiński, żebyśmy mogli walczyć z Rosją tam i nie musieli z nią walczyć u nas”.

Naprawdę? Będziemy musieli walczyć z Rosją u nas, Adamie Schiff? Schiff to oczywiście człowiek ograniczony i partyjniak – Demokrata. Ale, co ciekawe i co powinno zwrócić waszą uwagę, nagle partyjni Republikanie wydają identyczne okrzyki. Choćby dzisiaj popołudniu senator Roger Wicker z Mississippi, znany z tego, że nie jest geniuszem, ale jednak urzędujący republikański senator, powiedział na antenie Fox News, że być może będziemy musieli wysłać na Ukrainę nasze wojska i możliwe, że – nie, żeby było to jakieś szaleństwo czy coś w tym stylu – pomyśleć o użyciu broni nuklearnej. Jakbyśmy mieli ją w tylnej kieszeni. Tyle miał do powiedzenia urzędujący senator Roger Wicker.

I nikt w Waszyngtonie Rogera Wickera nie wyśmiał. To szaleństwo do tego stopnia, że nikt sobie tego nie uświadamia. Siedzą i słuchają, co nam każe robić Toria Nuland. Niezwykle uprzejma, miła republikanka Joni Ernst ze Środkowego Zachodu, rozsądna w większości kwestii, nagle brzmi niczym żądna krwi podżegaczka wojenna, bardzo podobnie do Adama Schiffa, gdy mówi o tym „podłym” Władimirze Putinie: „Powinien powiedzieć Wladimirowi Putinowi, że nie pozwolimy mu zakończyć drugiej nitki Gazociągu Północnego. Musi wiedzieć i rozumieć, że będziemy bronić Ukrainy, wspierać ją. Musi powiedzieć to jasno”.

Putin jest tak zły, że odetniemy w zemście dostawy gazu do Europy Zachodniej. Niech zamarzają w Niemczech czy w Luksemburgu; to będzie nauczka dla Władimira Putina. I znowu; słuchając jej, widzicie dzieciaka, który nie wie o czym mówi, a mimo to ciągle mówi. Będziemy bronić Ukrainy, powiada Joni Ernst. Pamiętajcie, ona jest senatorem z Iowy.

A co się stanie, jeśli nie będziemy bronić Ukrainy, Joni Ernst? Czy dzieci w Des Moines będą przez to dorastały mówiąc po rosyjsku? Nikt nie zadał jej takiego pytania. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Wszyscy jednak odczytują te same tezy: od Adama Schiffa, przez Rogera Wickera, po Joni Ernst. Wygląda na to, że zagraniczne kampanie lobbystyczne działają całkiem skutecznie. Jedną z nich postanowili zamówić i opłacić w Waszyngtonie Ukraińcy.

Tucker Carlson, amerykański dziennikarz, komentator telewizyjny, najpopularniejszy komentator polityczny w Stanach Zjednoczonych

Źródło

Tłumaczenie: Myśl Polska

Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.