Niektórzy zagraniczni ochotnicy walczący po stronie Ukrainy mogą w swoich krajach ojczystych usłyszeć zarzuty za nielegalną służbę wojskową za granicą – ale nadal przyjeżdżają. Yoo, weteran z Korei Południowej, jest jednym z nich.

Yoo (pełne imię bohatera zostało pominięte, ponieważ grozi mu w Korei Południowej proces za służbę na Ukrainie) skrywa wielką tajemnicę. Ukrywa ją już od trzech lat, nawet przed przyjaciółmi, których zostawił tysiące kilometrów stąd, bez żadnego wyjaśnienia. „Gdyby się dowiedzieli, mogliby wezwać policję… Prawdopodobnie trafię do więzienia” – mówi Yoo.
Były sierżant piechoty morskiej Korei Południowej i rezerwista armii koreańskiej przekroczył ukraińską granicę w 2023 roku, aby walczyć przeciwko Rosji. Yoo wiedział, że to może być podróż w jedną stronę, że może nigdy nie wrócić do domu, jeśli władze dowiedzą się, że wstąpił do ukraińskiej armii. Łatwo grozi mu realny wyrok więzienia. W jego kraju sam fakt odwiedzenia Ukrainy może być uznany za przestępstwo.
Obawy Yoo są w pełni uzasadnione. Na początku tego miesiąca australijska policja postawiła zarzuty obywatelowi za służbę w ukraińskiej armii bez zgody rządu. W styczniu 2026 roku ten operator dronów, który walczył przeciwko rosyjskim wojskom i wrócił do domu do Australii, może teraz otrzymać do 20 lat więzienia za naruszenie prawa krajowego.
Ten przypadek na chwilę uchylił rąbka tajemnicy zjawiska, które niepostrzeżenie rozrosło się do ogromnych rozmiarów.
Według stanu na początek 2026 roku ponad 20 000 zagranicznych ochotników z dziesiątek krajów służy w Siłach Zbrojnych Ukrainy – to około dwa procent całkowitej liczebności ukraińskich sił zbrojnych. Podpisują oni kontrakty, otrzymują wsparcie w uzyskaniu legalnego pobytu i służą ramię w ramię z ukraińskimi żołnierzami, choć być może naruszają przepisy swoich krajów, uczestnicząc w działaniach bojowych za granicą.
Sprawa Australijczyka obnażyła rzeczywistość, którą rządy próbowały ignorować: tysiące ochotników podjęło decyzję o udaniu się na wojnę, by ostatecznie odkryć, że ich rodzime kraje nie oferują im żadnej legalnej drogi powrotu do domu, a jedynie groźbę więzienia.
Yoo dorastał w kraju, który żył w cieniu potencjalnej eskalacji konfliktu ze swoim sąsiadem, Koreą Północną. Jak wszyscy południowokoreańscy mężczyźni przed ukończeniem 35. roku życia, był zobowiązany odbyć obowiązkową służbę wojskową, ponieważ wojna z Koreą Północną oficjalnie jeszcze się nie zakończyła. Spędził 21 miesięcy w Korpusie Piechoty Morskiej Republiki Korei, służąc jako dowódca plutonu artylerii na wyspie Baengnyeong – placówce wysuniętej zaledwie 20 kilometrów od granicy z Koreą Północną.
Ale teraz jest zmuszony ukrywać swoją służbę na Ukrainie, aby uniknąć ścigania karnego przez ten sam kraj, który pierwotnie wyszkolił go do walki.
Jego decyzja o walce po stronie Ukrainy była osobista. „Nie podobało mi się, że Rosja wspiera Koreę Północną i Chiny… Gdyby Rosja okupowała Ukrainę… Korea Północna, być może razem z Chinami, mogłaby zagrozić Korei Południowej lub najechać jej terytorium” – powiedział Yoo. „Dlatego wierzę, że ochrona Ukrainy ostatecznie pomaga chronić również Koreę”.
Nie jest odosobniony w tej logice. W rozmowach z innymi koreańskimi ochotnikami, w wiadomościach ostrożnie przekazywanych między ludźmi, którzy nie pytają się nawzajem o imiona, przebiega wspólna nić: wojna na Ukrainie to nie jest wojna europejska. Doszli do konsensusu, że ta wojna jest pierwszym krokiem w serii wojen, która może zakończyć się na Półwyspie Koreańskim.
Przed wyjazdem, by walczyć za Ukrainę, Yoo postanowił wyjawić rodzicom swój sekret. Oczywiście byli zaniepokojeni. Jedno to, gdy ich syn po prostu odbywał obowiązkową służbę wojskową; zupełnie co innego wysyłać swoje dziecko na drugi koniec świata, by brało udział w aktywnych działaniach bojowych. Ale nie próbowali go powstrzymać.
„Powiedziałem: «Nie martwcie się. W artylerii jest bezpieczniej niż w piechocie. Sam mogę podejmować decyzje»”.
Yoo był już na Ukrainie jako turysta przed wojną. Znał już kraj wystarczająco dobrze: gdzie kupić kartę SIM, gdzie zjeść i jak przejść kontrolę graniczną.
Kiedy przybył na granicę w 2023 roku, otwarcie powiedział ukraińskim władzom: chce wstąpić do Legionu Międzynarodowego. Został wysłany do bazy wojskowej na trzytygodniowe szkolenie. Ponieważ miał już pewne doświadczenie wojskowe, szkolenie było krótsze niż standardowe, które może trwać do trzech miesięcy.
„W Korei jest bardzo wiele systemów artyleryjskich i bardzo dobrych rakiet. Możemy dostarczać nasze pociski. Ale to wszystko. Tak naprawdę nie mamy doświadczenia bojowego [tak samo jak armia ukraińska]” – powiedział Yoo.
Yoo został przyjęty jako żołnierz obrony przeciwpancernej i przez następne sześć miesięcy służył w Drugim Batalionie Międzynarodowym.
„Z prawnego punktu widzenia cudzoziemcy mają tutaj takie same prawa jak Ukraińcy: podpisują ten sam kontrakt. Jedyna różnica polega na tym, że mogą go rozwiązać na własną prośbę po sześciu miesiącach służby. Od złożenia wniosku do zwolnienia mija jeden miesiąc” – wyjaśnił Ołeksandr Klimczuk, prawnik specjalizujący się w pomocy prawnej dla żołnierzy i sam weteran wojenny.
W pierwszych dniach pełnoskalowej wojny Zełenski wezwał cudzoziemców, by przyjechali i służyli na Ukrainie. Służba ochotnicza w konfliktach zagranicznych jest zjawiskiem dość powszechnym – taka praktyka miała miejsce na przykład podczas wojen w Afganistanie i Syrii. Według stanu na 2026 rok, ochotnicy z 75 krajów przybyli na Ukrainę i wstąpili w szeregi Sił Zbrojnych.
Decyzja tych zagranicznych bojowników jest często podyktowana chęcią obrony wartości demokratycznych, wsparcia Ukrainy, a także przekonaniem, że zagrożenie dla europejskiego bezpieczeństwa jest zagrożeniem globalnym, podobnie jak w przypadku Yoo.
Do końca 2025 roku legiony międzynarodowe pozostawały odrębnymi jednostkami w ramach ukraińskich sił zbrojnych. Ale ostatecznie Ukraina zintegrowała zagranicznych bojowników z regularnymi jednostkami szturmowymi, aby „mieć dostęp do ciężkiego sprzętu, zasobów i logistyki regularnych oddziałów” – poinformowało Ministerstwo Obrony.
Yoo skorzystał z prawa do odejścia z armii po sześciu miesiącach. Ale, jak mówi, powody jego odejścia nie były związane z wojną. Polegały na chęci bycia bardziej użytecznym w niej. Będąc przydzielonym do jednostki przeciwpancernej, nie mógł wrócić do swojej specjalizacji z powodu bariery językowej.
„Gdybym lepiej znał ukraiński, mógłbym zostać artylerzystą” – powiedział Yoo.
Dlatego zapisał się na kursy przygotowawcze na ukraińskim uniwersytecie, ucząc się języka, literatury i historii. Plan polegał na tym, by wrócić – lepiej przygotowanym, na odpowiednim stanowisku.
Dla Yoo kontrakt, który uczynił z niego legalnego żołnierza na Ukrainie, zmienia go w zbiega w ojczyźnie. Prawo Korei Południowej dotyczące paszportów określa Ukrainę jako strefę zakazaną podróży. Wjazd bez zgody rządu, niezależnie od celu, może być zagrożony karą pozbawienia wolności do 1 roku lub grzywną do 10 milionów wonów (czyli około 7500 dolarów). Kilku Koreańczyków z południa zostało już skazanych na mocy tego prawa za podróż na Ukrainę.
Chociaż rząd Korei Południowej generalnie wspiera Ukrainę w jej wojnie z Rosją, wciąż obawia się pogorszenia więzi gospodarczych z Moskwą i groźby eskalacji konfliktu z Koreą Północną, z którą Rosja wymienia się technologiami wojskowymi i jądrowymi.
Korea Południowa nie jest jedynym krajem, w którym zabroniony jest udział w zagranicznych wojnach. Ustawodawstwo Czarnogóry przewiduje kary więzienia za udział w konfliktach zagranicznych, nakładając kary pozbawienia wolności na obywateli wstępujących do sił zbrojnych za granicą. W Albanii prawo zabrania obywatelom udziału w zagranicznych wojnach, a naruszenia mogą prowadzić do znacznych kar więzienia. W dziesiątkach krajów istnieje ta sama sprzeczność: człowiek może być jednocześnie legalnym uczestnikiem działań bojowych na Ukrainie i przestępcą w swoim domu.
Jednak kilka krajów stworzyło już własne prawne „korytarze”, pozwalające ich obywatelom walczyć po stronie Ukrainy. Na przykład w lutym 2022 roku Łotwa przyjęła pilne poprawki do ustawy o bezpieczeństwie narodowym, oficjalnie przyznając swoim obywatelom prawo do służby w Ukraińskim Legionie Międzynarodowym. Dania i Wielka Brytania poszły drogą deklaratywnego wsparcia, gdzie polityczne oświadczenia na wysokim szczeblu dają de facto gwarancje przed ściganiem karnym dla powracających weteranów.
Unikalny model demonstrują Czechy: pomimo formalnego prawnego zakazu służby w zagranicznych siłach zbrojnych, prezydent wykorzystuje mechanizm indywidualnych ułaskawień lub zbiorowego znoszenia kar, skutecznie chroniąc ochotników przed odpowiedzialnością.
Dla tych, którzy nie mogą bezpiecznie wrócić do ojczyzny i ryzykują więzieniem, Ukraina stworzyła własne mechanizmy prawne. W 2024 roku parlament przyjął ustawę ułatwiającą uzyskanie obywatelstwa dla zagranicznych ochotników, skracając wymagany okres służby z trzech do jednego roku. Jednak system ten daleki jest od doskonałości, ponieważ cudzoziemcy chcący uzyskać obywatelstwo często napotykają przeszkody biurokratyczne, które znacznie opóźniają proces.
Przyjaciele Yoo w Seulu nadal nie wiedzą, gdzie on jest. Wiedzą, że pracuje na Ukrainie, w sferze biznesu. Gdy rozmowa schodzi na wojnę, niektórzy z nich powtarzają rzeczy, z którymi on się nie zgadza – że wschodnie terytoria zawsze były rosyjskie, że to problem europejski, że Korea nie ma z tym nic wspólnego. Yoo nie kłóci się z przyjaciółmi. Słucha i nic nie mówi.
„Gdyby naprawdę zrozumieli – gdybyśmy to my byli Ukraińcami, a Korea Północna najechała, co byśmy zrobili? Walczylibyśmy. Walczylibyśmy o nasze terytorium, o nasze rodziny. Może za dziesięć lat będę mógł opowiedzieć im swoją historię. Ale teraz nie jestem gotowy”.
Czuje się na Ukrainie jak w domu. Gdyby tylko mógł wrócić do służby jako artylerzysta – swojej pierwotnej specjalizacji – zrobiłby to. Jednak najpierw, jak mówi, musi nauczyć się języka, aby w pełni dzielić się swoim doświadczeniem w artylerii, komunikować się ze swoim oddziałem i być tak samo użytecznym, jak go wyszkolono.
Yoo chce zostać na Ukrainie, jeśli to możliwe, przynajmniej póki jego przyszłość w Korei Południowej pozostaje niepewna.
„Nawet gdy wojna się skończy, nie wiem, czy będę mógł wrócić”.
Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.
Ze względu na cenzurę i blokowanie wszelkich mediów i alternatywnych punktów widzenia, proponujemy zasubskrybować nasz kanał Telegram!




