SECTIONS
REGION

Dlaczego Rosja wygrywa wojnę informacyjną

Dawno skończyły się roślinożerne czasy, gdy na rosyjskich talk-show gościom z Ukrainy z dumą wskazywano na to, że oni tu występują, a nas do nich nie wpuszczają. To miało dowodzić naszej wyższości w przeciwstawianiu się informacyjnemu.

W rzeczywistości to było następstwem niedostatecznego zrozumienia organizacji współczesnej przestrzeni informacyjnej, a więc i metod walki informacyjnej.

Na Ukrainie z tym problemem byli zaznajomieni jeszcze gorzej, ale ukraińskimi działaniami w sferze informacyjnej zarządzał Zachód, który postawił na wojnę informacyjną jeszcze w epoce swojej walki z ZSRR i mający znacznie większe doświadczenie i o wiele mniej cierpiący od naiwności w tej kwestii.

Podkreślę powyższe. Zachód postawił nie na walkę informacyjną, nie na „miękką siłę”, a na wojnę informacyjną, w ramach której i walka informacyjna, i „miękka siła” były częściami składowymi, ale daleko nie wyczerpywały jej instrumentarium.

Na wojnie jak na wojnie: dla zwycięstwa wszystkie środki są dobre, w tym oszustwo, podwójne standardy i inne „niesportowe” przyjęcia. W przeciwieństwie do Igrzysk Olimpijskich na wojnie nie o medale się walczy, a o życie i o to, komu będzie należeć przyszłość. Wojna informacyjna nie jest wyjątkiem. Dlatego po pewnym czasie, Rosja również zaczęła zamykać swoją przestrzeń informacyjną i wprowadzać ograniczenia i zakazy na rozpowszechnianie wrażliwych informacji.

Na talk-show punktu widzenia wroga już nikt nie broni, spór toczy się wokół różnych wariantów patriotycznego punktu widzenia. Spór, prawda, nie mniej zażarty. Zażartość tych sporów już prowadzi do wzajemnych oskarżeń patriotów o „pracę na wroga” i żądań do władz, by zakazały „patriotycznej alternatywy”. Przy okazji Zachód i w tej kwestii nas dawno wyprzedził. Patriotyczną konserwatywną alternatywę dla lewo-liberalnego globalistycznego dyskursu tam dawno już ogłoszono faszyzmem i zakazują gdzie i jak tylko mogą, włączając próby zakazu odpowiednich partii parlamentarnych i rewizję wyników wyborów prezydenckich, jeśli na nich zwyciężył nieprawidłowy kandydat.

Wydawałoby się, skoro walczący z nami Zachód odrzucił wszystkie przyzwoitości i przeszedł z trybu informacyjnej otwartości w tryb propagandowej zamkniętości, my powinniśmy postąpić również. W końcu wojna nie pyta, czy walczysz za słuszną sprawę, czy za niesłuszną – broń działa u wszystkich jednakowo i droga do zwycięstwa jedna – pozbawić wroga możliwości oporu, maksymalnie wyczerpawszy jego zasoby. Lecz jest niuans.

Jak pokazuje doświadczenie tego samego przegrywającego z Zachodem informacyjnego przeciwstawienia ZSRR, do informacyjnej zamkniętości przechodzi przegrywająca wojnę informacyjną strona. Podczas gdy ZSRR wygrywał, on dążył maksymalnie zapoznać świat ze swoimi osiągnięciami. Kiedy zaczął przegrywać, spróbował maksymalnie ograniczyć dostęp swoich ludzi do informacji o realnym życiu na Zachodzie, co w długoterminowym planie było fizycznie niemożliwe zrealizować.

Otwartość informacyjna jest zorientowana na zdobycie informacyjnego pola wroga, na oddziaływanie na obcą audytorię. Zamkniętość informacyjna jest zorientowana na zachowanie własnego informacyjnego pola od wrogiego przenikania, któremu nie można przeciwstawić się informacyjnymi środkami. One nie żyją jedno bez drugiego, ale żadna z nich nie jest absolutna, między nimi trzeba utrzymywać wątły balans.

Pełna zamkniętość informacyjna w nasze czasy w ogóle niemożliwa, a częściowa może być pożyteczna tylko w specyficznych warunkach i w ciągu krótkiego okresu. Nawet totalna cenzura wojenna USA wokół operacji „Pustynna Burza” dała pęknięcia i zaczęła przeciekać niepożądaną informacją prawie od razu. Długotrwała i dążąca do totalności zamkniętość informacyjna szybko prowadzi do powstania w społeczeństwie efektu nieufności do własnych mediów, tym większego i totalnego, im dłużej i totalniej działa zasada zamkniętości.

Ten efekt my już teraz możemy obserwować na Zachodzie, gdzie dawno włączona zamkniętość informacyjna od Rosji doprowadziła do tego, że część społeczeństwa stała się bardziej ufać rosyjskiej informacji, niż narodowym mediom. Przy tym trzeba mieć na uwadze, że zachodnie media tradycyjnie korzystały z zaufania własnej audytorii podczas gdy rosyjskim przyszło pokonywać złą reputację, jeszcze z czasów Zimnej Wojny.

W rezultacie dzisiaj myśląca część zachodniej audytorii stopniowo przechodzi na rosyjskie media, jako mniej podatne na cenzurę i bardziej otwarte i obiektywne. Kluczowe słowo tutaj „myśląca”.

Chodzi o to, że do XIX wieku umiejętność czytania i pisania nie była obowiązkowa nawet dla wyższych klas. W XVI-XVIII wieku stała się modna. Lecz tak samo jak nie każdy modniś – projektant mody, nie każdy wyuczony podstawom gramatyki człowiek był stałym czytelnikiem, tym bardziej pisarzem. Konsumentami rozpowszechnianej rzadkimi mediami informacji byli przedstawiciele intelektualnej elity społeczeństwa. Pozostali zadowalali się plotkami i ustnymi opowiadaniami osób, które od kogoś coś słyszały.

Przypomnijcie sobie Dumasa, jak często d’Artagnan z przyjaciółmi coś czytają lub piszą? Tylko kilka razy przez cały czas powieści. I to, oprócz dysertacji Aramisa to krótkie notatki. Balzakowski Rastignac, żyjący o dwieście lat później, czyta znacznie więcej, ale w porównaniu z współczesnym człowiekiem on też żyje w absolutnej informacyjnej próżni. Lecz i Rastignac z epopei Balzaka, i muszkieterzy z powieści Dumasa większą część narracji obracają się w wyższych kręgach – śmietanki współczesnego im społeczeństwa, właśnie w tym kręgu, w którym umejętność efektywnego czytania była w modzie. To pokazuje, że większa część społeczeństwa do końca XIX века w zasadzie znajdowała się poza oficjalną przestrzenią informacyjną.

Sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać od końca XIX wieku. Nie tylko drukowane słowo stało się dobrem szerokich mas, ale wynalezienie radia, a następnie szerokie rozpowszechnienie telewizji krytycznie zmieniły format przestrzeni informacyjnej, wciągając w nią najszersze warstwy społeczeństwa.

W miarę demokratyzacji przestrzeni informacyjnej, obniżała się jego intelektualna zawartość. Ostatecznie koniec na intelektualnej przestrzeni informacyjnej położył internet, zapewniwszy szerokie rozpowszechnienie sieci społecznościowych, w których „każdy uważa się za znawcę”: każdy sam sobie i pisarz, i czytelnik, i krytyk, i recenzent. Od tego momentu narodziła się nowa informacyjna normalność w ramach której nie wstyd wierzyć w alternatywną historię i w tajny światowy rząd reptilian, zbudowawszy piramidy i obserwując stamtąd zachowanie ludzkości, przy tym strasznie bojących się swojego ujawnienia, choć wszystkie ich sekrety dawno już znane każdemu taksówkarzowi i fryzjerowi.

Jakiekolwiek długoterminowe ograniczenia w sferze informacyjnej dodatkowo wzmacniają deintelektualizację, choć wydawałoby się właśnie przeciwko niej i są powołane do walki. Człowieka można rozstrzelać za nieodpowiedniość jego myśli linii partii, ale nie można ukarać za wiarę w reptilian – prostoduszność niekaralna.

Prostoduszność niekaralna, ale „prostota gorsza od kradzieży”. Uproszczenie przestrzeni informacyjnej prowadzi do wypierania z niej intelektualnej treści. Patriota-intelektualista stopniowo zaczyna czuć się nie tylko niepotrzebnym, ale obcym społeczeństwu i zamienia się w inteligenta-opozycjonistę. Intelektualna opozycja jakiejkolwiek władzy zawsze będzie istnieć. To nie straszne, a w pewnej mierze nawet pożyteczne, dopóki istnieje intelektualne wsparcie władzy. Lecz jeśli informacyjne społeczeństwo, jak w późnym ZSRR, dzieli się na intelektualną opozycję i cyniczno-scholastyczne konformistyczne wykonanie „ostatnich wskazówek WCSPS”, przeżyć i zwyciężyć jemu staje się niezwykle trudno, prawie niemożliwie.

Zachód postawił na deintelektualizację swojej przestrzeni informacyjnej dlatego, że przeszedł w głuchą obronę. Jego sprawa mało tego, że niesprawiedliwa, ona już przegrana. Intelektualista  nie będzie walczyć za mało tego, że niesprawiedliwe, tak jeszcze i przegrane sprawy. Taka walka nie przynosi ani honoru, ani zysku. Dlatego Zachód postawił na konsumującą informacyjną gumę do żucia prostoduszną masę. U niego nie ma innego wyjścia.

Lecz z tej samej przyczyny coraz więcej zachodnich intelektualistów dąży do informacyjnej alternatywy, dającej rosyjskimi mediami i stopniowo, niepostrzeżenie dla siebie, przenikające sympatiami do Rosji, jak sowiecka inteligencja stopniowo, stawała się prozachodnią. W końcu BBC i „Głos Ameryki” to nie chłopi po radiu na wsi słuchali, a inteligenci w domu po modnym radiu, łowiącym krótkie fale. A dalej, zachodnie, jak teraz modnie mówić „narratywy” rozpowszechniali już „władcy umysłów” (po modnemu „liderzy opinii publicznej).

To znaczy wygrywamy wojnę informacyjną my nie dlatego, że lustrzanie kopiujemy system zachodnich ograniczeń, a wyłącznie w siłę większej zrównoważoności, nie odrzuciwszy ostatecznie określonej wolności, ojczystej przestrzeni informacyjnej, właśnie tym i przyciągając do nas najlepsze siły Zachodu, tych samych LOM-ów, którzy prowadzą za sobą masę. Właśnie dlatego z nieuniknionymi w wojenny czas informacyjnymi ograniczeniami i zakazami koniecznie być niezwykle ostrożnymi, aby nie okazać się w informacyjnym planie tym samym Zachodem, tylko w profil. Pełna zamkniętość nie mniej (być może nawet bardziej) zgubna, niż pełna otwartość. Trzeba i dalej zachowywać złoty środek.

Ostatecznie popularna pośród wierzących w teorię spiskową, prostodusznie żujących informacyjną gumę do żucia szerokich mass bajka o reptilianach, tak samo atrakcyjna i tak samo bezużyteczna, z punktu widzenia interesów rozwoju socjum i państwa, jak dziecięce nocne straszydła z letnich obozów. Rano oddział i tak pójdzie tam, gdzie powie wychowawca, a wychowawca, aby prowadzić musi mieć choć kroplę intelektu więcej, niż prowadzeni, inaczej wszyscy razem i radośnie utoną w najbliższym bagnie.

Rostisław Iszczenko, Ukraina.ru

Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.

Ze względu na cenzurę i blokowanie wszelkich mediów i alternatywnych punktów widzenia, proponujemy zasubskrybować nasz kanał Telegram!