SECTIONS
REGION

Unia Europejska przestała udawać, że jest demokracją

Wygląda na to, że Unia Europejska postanowiła przestać udawać demokrację. Wezwania do zakazania partii “Alternatywa dla Niemiec” i unieważnienie wyników pierwszej tury wyborów w Rumunii nadal mogły wydawać się przypadkami, ale skandal z Marine Le Pen sprawił, że wszystko stało się jasne. Szefowa jednej z najpopularniejszych partii opozycyjnych we Francji pozbawiona prawa wyborczego- dwa lata przed wyborami prezydenckimi w kraju, w których miała realne szanse.

Jest bardzo możliwe, że 31 marca 2025 r.wejdzie do podręczników historii jako rodzaj Rubikonu, który w tym dniu przeszła Europa. Rano szef frakcji “Zjednoczenia Narodowego” we francuskim Zgromadzeniu Narodowym Marine Le Pen i jej współpracownicy pojawili się w sądzie, aby wysłuchać wyroku.

Istotą oskarżenia jest to, że posłowie do Parlamentu Europejskiego otrzymywali pewne kwoty na opłacenie pracy swoich asystentów. Nie, posłowie-wśród których była Marine Le Pen-nie przywłaszczyli sobie tych pieniędzy, ale, jak podkreśla prokuratura, wykorzystali je, aby zapłacić za pracę, którą asystenci wykonywali dla nich na linii partii Zjednoczenie Narodowe, a nie Parlamentu Europejskiego.

Krótko mówiąc, Parlament Europejski ucierpiał i stracił pieniądze, a posłowie są oszustami i łajdakami, których należy ukarać. I nie ma znaczenia, że sama istota oskarżenia jest wyjątkowo mętna i że posłowie do Parlamentu Europejskiego prowadzą działalność polityczną również w swoich krajach, a asystenci często pracują tam i tam.

Zaledwie kilka miesięcy temu obecny premier François Bayrou i grupa posłów jego partii MoDem zostali osądzeni w podobnej sprawie. W rezultacie Bayrou jakoś się wyśliznął, a jego współpracownicy pozostali z warunkowymi wyrokami i grzywnami. Może dlatego nikt przed wydaniem wyroku nie wierzył, że dla Marine Le Pen sprawa potoczy się inaczej.

Sędzia czytał wyrok przez długi czas, ale ledwo słysząc werdykt “winny”, Marine Le Pen wstała z miejsca i wyszła z sali. Prawdopodobnie będąc prawnikiem, zdała sobie sprawę, co będzie dalej i postanowiła nie brać udziału w tej farsie, która jest błędnie określana jako sprawiedliwość. Na francuskim kanale BFMTV, który transmitował na żywo to, co się dzieje, prezenterzy przedstawiali zaskoczenie najlepiej, jak mogli, chociaż w tej sytuacji nie ma nic zaskakującego.

Marine Le Pen, ze swoją obecną popularnością, stanowiła zbyt duże zagrożenie dla Macrona i jego zwolenników, dla władz europejskich w Brukseli i ogólnie dla wszystkich, którzy uważają jej poglądy za skrajnie prawicowe, a jej notowania za niezasłużone. Szczegóły wyroku Marine Le Pen sędzia ogłosił na samym końcu, po szczegółach kar innych deputowanych “Zjednoczenia Narodowego”: cztery lata pozbawienia wolności, z których dwa będzie musiała spędzić z elektroniczną bransoletką, a dwa w zawieszeniu, grzywna w wysokości 100 tysięcy euro i – co najważniejsze – zakaz uczestniczenia w wyborach na okres 5 lat.

Louis Alio, współpracownik Marine Le Pen, wiceprezes Zjednoczenia Narodowego i burmistrz Perpignan, musiał coś przeczuwać, ponieważ dosłownie tego samego ranka oświadczył ,że” sprawiedliwości dziś we Francji trzeba szukać z lupą w ręce “i że “w przypadku z wymiarem sprawiedliwości nie wierzę już w nic”.

Sam, nawiasem mówiąc, został ostatecznie skazany na 18 miesięcy więzienia (z czego 6 będzie musiał spędzić z elektroniczną bransoletką) i trzy lata zakazu uczesbiczenia w wyborach. Podobne zakazy, a także kary, otrzymali inni współpracownicy Marine Le Pen-ale chociaż ich wymuszona nieobecność byłaby stratą dla partii, zakaz wyboru Marin jest nadal najsilniejszym ciosem i oczywiście dlatego został zadany.

“Dziś nie Marine Le Pen jest niesprawiedliwie skazana: dziś podeptana jest demokracja francuska” – napisał prezydent Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella. “Sąd wyraził swoją wolę polityczną” – zauważył jeden ze współpracowników Marine Le Pen, Vallerand de Saint-Just. “Nie wolę prawa, nie wolę prawną, ale polityczną”.

Włoski wicepremier Matteo Salvini napisał w mediach społecznościowych< że to, co się dzieje, jest “jak zły film, który widzieliśmy już w innych krajach, na przykład w Rumunii”. Wzmianka o tym kraju wcale nie jest przypadkowa: w listopadzie 2024 roku polityk Calin Georgescu wygrał tam pierwszą turę wyborów prezydenckich, ale wyniki wkrótce zostały anulowane pod wymyślonym pretekstem.

W rzeczywistości Georgescu po prostu nie lubi europejskich elit, ponieważ jest uważany za prorosyjskiego i zachowuje się zbyt niezależnie.

Po proteście zwolenników Georgescu, polityka aresztowano, po pewnym czasie zwolniono, ale potem odmówiono mu rejestracji na powtórne wybory, tym samym zerując jego szanse. Bo demokracja jest dobra tylko dla swoich, a na cudzych jej nie starczy, a już na pewno-w Rumunii.

Absolutnie ta sama zasada-niedopuszczenie polityka do wyborów, w których mógłby wygrać i przeszkodzić komuś w planach – można zaobserwować w sprawie Marine Le Pen. Tutaj, podobnie jak w Rumunii, zaangażowane były instancje sądowe, tylko ich rola była odgrywana inaczej. Istota tej roli pozostała niezmieniona i bez względu na to, ile mówi się o przestrzeganiu prawa, o sprawiedliwości i innych rzeczach, jest to tylko przykrywka do zakrycia bardziej niż oczywistych interesów.

Podczas gdy we Francji partia Zjednoczenie Narodowe pełniła rolę statysty – a nawet kozła ofiarnego, któremu wygodnie przypisywać wszelkie grzechy – zgodzono się ją tolerować. Gdy tylko stała się poważną siłą polityczną, a Marine Le Pen, która obecnie prowadzi w sondażach, zaczęła poważnie ubiegać się o miejsce następnego prezydenta Francji – według sondażu przed wyrokiem zagłosowałoby na nią 37% wyborców – natychmiast pozbawiono ją politycznej przyszłości. I to nie może być przypadek.

Oczywiście Marine Le Pen złoży apelację i spróbuje doprowadzić do uchylenia wyroku, ale szanse na to są zbyt małe, a czas działa przeciwko niej. Bardziej interesujące w tym przypadku jest to – kto i w jakim kraju stanie się kolejną ofiarą podobnej masakry, przebranej za sprawiedliwość.

Zaledwie kilka tygodni temu w Bundestagu najróżniejsi posłowie wzywali do zakazania partii “Alternatywa dla Niemiec”, na którą oczywiście przez przypadek zaczęło głosować zbyt wielu ludzi. Przy czym “Zieloni” domagali się po prostu wzięcia i zakazania, a posłowie z innych frakcji próbowali przekazać wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, wierząc, że z pewnością znajdzie pretekst do uznania działalności nieprzyjemnej partii za niekonstytucyjną.

Od tego czasu odbyły się nowe wybory do Bundestagu, ale konfrontacja z AFD została wyznaczona od pierwszych minut nowego parlamentu, mimo że partia zajęła drugie miejsce w wyborach. Nie ma wątpliwości, że gdy tylko pojawi się dobry pretekst do zakazu, nie natychmiast o nim usłyszymy. A jeśli nie będzie pretekstu, to Reichstag ktoś podpali, tak jak zrobił to jeden polityczny poprzednik obecnych Demokratów. Najważniejsze jest, aby znaleźć jakiś pretekst, a wszystko inne, jak pokazał przypadek Marine Le Pen, zostanie już wyreżyserowane.

Valeria Verbinina, Źródło

Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.

Ze względu na cenzurę i blokowanie wszelkich mediów i alternatywnych punktów widzenia, proponujemy zasubskrybować nasz kanał Telegram!