SECTIONS
REGION

Strategia samobójstwa

Choć może się wydawać, że krajom europejskim zależy na pokoju na Ukrainie, a nawet, że w całym świecie euroatlantyckim występują dwa dominujące poglądy w odniesieniu do tego konfliktu – okoliczności towarzyszące każą się zastanowić, czy aby nie chodzi jednak o permanentną wojnę z Rosją, ewentualnie przy użyciu różnych środków.

Gołym okiem widać podział na opcję gołębią pod patronatem Paryża i Berlina, oraz jastrzębią mającą centrum w Londynie i Waszyngtonie. Dotyczy to jednak stosunku do samej wojny, antyrosyjskich sankcji i polityczno-militarnego wsparcia dla Ukrainy. Inaczej sprawa się ma, gdy chodzi o soft power Moskwy.

Kraje bałtyckie są obecnie – jak nigdy dotąd – w ofensywie wobec nie tyle nawet „Rosji”, co „Rosjan”, których wielu zamieszkuje te kraje. Czasami nawet całe miasta, jak w estońskiej Narwie, czasami regiony jak w Łatgalii, a czasem stanowią tylko niewielki odsetek ludności, co ma miejsce przede wszystkim na Litwie.

Kroki podejmowane przez Wilno, Rygę i Tallin, są jednak wypowiedzeniem wojny kulturowej. Dyskryminacja Rosjan to jedno. Nic nowego właściwie. Ale obecnie trwa odbieranie rosyjskim mieszkańcom tak podstawowych praw, jak to do własnej historii czy języka. Łotwa usuwa jeden, główny pomnik pamięci żołnierzy radzieckich, Estonia licytuje jeszcze wyżej i zapowiada likwidację wszystkich. Do tego Litwa i próby blokady tranzytu do obwodu kaliningradzkiego.

Kraje bałtyckie to historycznie rzecz biorąc, teren niemieckiej ekspansji kulturowej. Przegrany po II światowej (także w wyniku zmian ludnościowych), ale choćby wejście tych państw do UE można odbierać jako powrót do niemieckiej strefy wpływów. Przy tym oczywiście dochodzą również macki brytyjsko-amerykańskie, pod postacią NATO.

Interesujące jest to o tyle, że w przypadku wspomnianej blokady tranzytu, Berlin użył całego arsenału dyplomacji, by przekonać Litwinów do odwołania zastosowanych, wrogich wobec Rosji kroków. Nie robi tego jednak na polu walki kulturowej. Niemcy nie mogą tego oczywiście poprzeć, bo likwidacja miejsc pamięci związanych z Wielką Wojną Ojczyźnianą, mogłaby zostać odebrana jako rehabilitacja Hitlera, ale milcząco takie kroki akceptują.

Jaka zaś może być odpowiedź Rosji? Tylko taka jak na Ukrainie. Nie ma w Federacji Rosyjskiej jakichś zwartych mniejszości narodowości właściwej dla krajów bałtyckich, a i na poziomie państwowym wszelki etnonacjonalizm jest tam ostro zwalczany, więc nie ma możliwości udzielenia „symetrycznej odpowiedzi”. Jest za to pewność co do tego, że odpuszczenie państwom bałtyckim skończy się długofalowo likwidacją rosyjskości na wspomnianych terenach, toteż Kreml nie może na to pozwolić.

Czy Europa to wie? Wydaje się, że tak. Być może Anglosasi chcą się pozbyć niewygodnych sojuszników i sprowokować kolejną wojnę (przy okazji lejąc rosyjską krew), a być może Niemcy realizują swoją strategię obliczoną na dziesiątki lat wygryzania rosyjskiej kultury z Mitteleuropy. Pewne jest jednak co innego – euroatlantyści liczą się z możliwością kolejnej wojny i wcale się przed tym nie wzdragają.

Tomasz Jankowski, politolog, ekspert od geopolityki, publicysta

Źródło

Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.

Ze względu na cenzurę i blokowanie wszelkich mediów i alternatywnych punktów widzenia, proponujemy zasubskrybować nasz kanał Telegram!