SECTIONS
REGION

Wojna: kiedy prawda staje się luksusem

W odległych czasach, gdy byłem młodocianym adeptem szlachetnej nauki historii, a Rzeczpospolita nie wypuszczała się jeszcze na jankeskie wojny kolonialne, planowałem specjalizować się w starożytności. Wyjechać potem gdzieś na irackie półpustynie i niczym przekarmiona wersja Indiany Jonesa przeżywać ekscytujące przygody. Złożyło się inaczej, jednak w międzyczasie zdążyłem liznąć podstawy języka akadyjskiego, który jest mi obecnie umiarkowanie przydatny, oraz, co znacznie ciekawsze, obejrzeć setki zabytków z epoki.

Sporą część spośród nich stanowią upamiętnienia rozlicznych triumfów starożytnych władców nad innymi starożytnymi władcami. Co ciekawe, zdarzały się starcia sławione przez obie strony wojujące, jako wiekopomne zwycięstwa. Wniosek z tego prosty. Propaganda jest co najmniej równie stara jak cywilizacja.

Zresztą nie musimy szukać przykładów z dawnych epok i odległych miejsc. W czasie wojny obronnej 39 roku Polacy byli z uporem i konsekwencją faszerowani łgarstwami, jak to bijemy Niemca a alianci wkraczają do akcji. Z pragmatycznego punktu widzenia sprawa zrozumiała, w końcu rząd winien dbać o morale swoich obywateli. Gdyby jednak z równym zacięciem jak o propagandę dbał wcześniej o gotowość bojową, być może rzeczone działania zbrojne przeszłyby do podręczników jako „wojna obronna roku 39” a nie „kampania wrześniowa”.

Na papierze szło nam całkiem nieźle… (zdjęcie autora artykułu)

Opuśćmy jednak odmęty historii by zająć się sprawami jak najbardziej bieżącymi. Od kilku dni zalewają nas informacje z ogarniętej wojną Ukrainy. Są one często niekompletne i niespójne. Część z nich sprawia wrażenie fake-newsów. Tym bardziej, jeśli opuścimy na chwilę bańkę polskojęzycznego internetu i skonfrontujemy je z informacjami serwowanymi np. w Izraelu. I nic dziwnego. Żadnej ze stron wojujących nie stać na komfort mówienia pradwy dla samej moralnej satysfakcji.

Informacja jest orężem, czasami równie skutecznym jak rakiety. Czasami skuteczniejszym. Dlatego dopóki wojna trwa obie strony będą jej używać w bezwzględny sposób. Dopiero gdy opadnie pył bitew, ze strzępów, które wyłuskamy będziemy mogli zbudować sobie realny obraz rzeczywistości.

Dlatego apeluję do Państwa: zamiast ekscytować się kolejnymi „faktami”, zamiast bezrefleksyjnie rozsiewać fake-newsy, skupmy się na tym co możemy i powinniśmy zrobić. Najważniejszym zadaniem na dziś jest nie pozwolić by konflikt zbrojny na Ukrainie rozlał się na terytorium naszego państwa. „Węgry muszą się trzymać z daleka od rosyjsko-ukraińskiego konfliktu” – powiedział niedawno Viktor Orban.

Chciałbym by Mateusz Morawiecki powiedział dziś „Polska musi się trzymać z daleka od rosyjsko-ukraińskiego konfliktu”. Tego wymaga racja stanu. Bowiem prawdziwa polityka to nie romantyczne uniesienia i egzaltowane popiskiwanie. Prawdziwa polityka to twarde, bezwzględne stawianie swoich interesów ponad interes innych. Nawet gdy owym „innym” przyznajemy moralne racje. Może zwłaszcza wtedy.

Zaangażowanie, na które stać nas jako państwo i naród, to pomoc humanitarna wobec ofiar tej nieszczęsnej wojny. Jak na razie Polacy zdają egzamin z człowieczeństwa na piątkę. Mam nadzieję, że w krok za spontaniczną dobroczynnością naszych rodaków pójdzie równie sprawne działanie organizacyjne naszego państwa. Potencjalne tłumy uchodźców, których spodziewamy się wkrótce na naszym terytorium będą dla Polski największym od dekad sprawdzianem organizacyjnej sprawności. Nie stać nas na zawalenie tego sprawdzianu.

Przemysław Piastapolski polityk, historyk, przedsiębiorca, prezydent Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego

Źródło

Kolegium redakcyjne nie zawsze zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak staramy się publikować opinię z różnych stron i źródeł, które mogą być interesujące dla czytaczy i odzwierciedlać różne aspekty rzeczywistości.