SECTIONS
REGION

Marsz banderowców oczami Polaka

Zdjęcie autora artykułu

Pierwszy dzień stycznia, to dla Ukraińców nie tylko Nowy Rok, ale również wielkie święto urodzin przywódcy OUN-UPA, Stepana Bandery. Organizacje te, a w zasadzie jedna, najpierw powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – OUN, a jej zbrojną siła były sotnie Ukraińskiej Powstańczej Armii – czyli niesławnego UPA, wsławione współpracą z faszystowskimi Niemcami, po II wojnie światowej zasilone zostały przez byłych morderców z SS Galizien.

Sam Bandera był podwładnym Abwehry, drugi lider tej organizacji Jewhen Konowalec, zanim został zastrzelony, pracował dla Gestapo. Tak naprawdę do tej pory nie wiadomo czy w wyniku rywalizacji tych dwóch hitlerowskich formacji, czy zastrzelił go agent NKWD lub innej z walczących z faszystami formacji innego państwa. Sam Bandera został zabity już z pewnością przez NKWD, co jest już udokumentowane.

W 113 rocznicę urodzin niesławnego watażki, znanego z czystek etnicznych jakich on i jemu podwładni dopuścili się na Polakach, Czechach, Rosjanach, Żydach, Romach, miał zacząć się pochód na jego cześć. Zapowiedziany był na godzinę siedemnastą miejscowego czasu, w parku imienia Tarasa Szewczenki i pod pomnikiem poety, ale już godzinę wcześniej zaczął gromadzić się tłum. Z minuty na minutę przybywało ludzi, policji, wojska, straży pożarnej i karetek. Około 17.00 uformowani przez organizatorów w równych rzędach uczestnicy, w gotowości czekali na sygnał. W końcu spod pomnika wieszcza ukraińskiej literatury, marszowym krokiem ruszyli pod siedzibę prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego.

Szli w rytm śpiewanych dumek, mieszanych z agresywna muzyką sławiącą wojnę i ukraiński specnaz, pod hasłami „Sława Ukrainie, gierojom sława”, „Sława Banderze”, „OUN-UPA”, „Śmierć Putinowi” (reszta nie nadaje się do cytowania). Tak właśnie na ulicach Kijowa zaczął się marsz nacjonalistów, zwany również marszem ognia, pochodni. Faktycznie, wielu z uczestników trzymało w rękach płonące drzewce.

Na czele szedł prawosławny duchowny z krzyżem, za nim ogromny baner z wizerunkiem Bandery, obok kobieta niosąca portret przywódcy OUN-UPA, a wkoło biegali Kozacy sprawnie wymachując szablami. Trochę to budziło obawę uczestników, bo o wypadek było naprawdę nietrudno.

Zanim jednak pochód ruszył, posłuchałem tego, co mówił batiuszka pop dla jednej z ukraińskich stacji; podłączyłem się na trzeciego do wywiadu, była to nie lada gratka, ponieważ gdybym sam z nim rozmawiał, od razu zorientowałby się, że nie jestem ich rodakiem. – Bandera to bohater, ojciec ukraińskiego narodu, nacjonalizm jest najlepszą formą życia społecznego, a że zdarzały się morderstwa (tak powiedział, zdarzały!!!!) cóż, wojna, to i byli zabici, modlę się za ofiary, była wojna i nie można nazwać tego zbrodnią – powiedział duchowny.

Współcześnie na Ukrainie powszechne jest myślenie, że Bandera to założyciel narodu. Z tego, co pamiętam, to zawarł układ z Adolfem Hitlerem, a zaraz po wojnie Ukraina była częścią ZSRR. To ojcostwo jest zatem takie trochę naciągane. A krew przelana na Wołyniu, w Bieszczadach, barbarzyństwo i opisy zbrodni dokonywanych na mieszkańcach południowo- wschodniej Polski nie usprawiedliwiają najbardziej nawet szczytnych celów.

W książce Łuny w Bieszczadach Jan Gerhard, adiutant generała Karola Świerczewskiego – Waltera, opisał wiele z tych zbrodni, ale jeden fragment utkwił mi w pamięci. Po schwytaniu kilkunastu Polaków, w tym żołnierzy, nowych członków sotni czekała inicjacja polegająca na odrąbywaniu głów jeńcom, jeden z tych, którym udało się zbiec pijanym bandytom, nim dotarł do swoich, w ciągu tej jednej doby osiwiał.

Marsz zakończyły przemówienia pod siedzibą prezydenta, wspólna modlitwa prowadzona przez kapłana i występ ukraińskiego piosenkarza, chyba jakiś celebryty sądząc z poruszenia, jakie wywołał swoją obecnością. Po dwóch godzinach marszu, demonstracji siły i ognia na ulicach stolicy, ludzie zwyczajnie rozeszli się do domów. A organizatorzy wraz z kozakami rozpoczęli kolejną po noworocznej zakrapianą biesiadę – to jeszcze na koniec zauważyłem. W „banderowskim buncie” (taki napis widniał na jednym z transparentów) uczestniczyło około 1000 osób.

Piotr Jastrzębski, dziennikarz, publicysta, pisarz (relacja z Kijowa)

Źródło

Kolegium redakcyjne nie zawsze zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak staramy się publikować opinię z różnych stron i źródeł, które mogą być interesujące dla czytaczy i odzwierciedlać różne aspekty rzeczywistości.