SECTIONS
REGION

Neobanderyzm, upadek czy rozbiór: co będziemy robić z Ukraińcami?

Do końca nie wiemy nawet, ilu ich w Polsce jest. Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego szacuje, że pracuje – legalnie i nielegalnie – w naszym kraju jakieś 1,5 mln. Podobny pogląd prezentuje prof. Agata Górny z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego:

„Jeżeli chodzi o obecną liczbę obywateli Ukrainy, to ona na pewno wróciła do poziomu sprzed pandemii, czyli ponad 1 mln do 1,3 mln osób. Wzrosty liczb wydawanych dokumentów sugerują, że ta liczba może być nawet większa, natomiast bardzo trudno jeszcze ocenić co się dzieje” – mówi. Inni podają nawet liczby sięgające 2,5 mln.

Część z nich przechodzi proces głębokiej asymilacji i wiąże swoją przyszłość wyłącznie z Polską. Inni wpadają tu niby na kilka miesięcy, ale w sprzyjających warunkach również deklarują chęć pozostania na dłużej. Już dziś są w Polsce najliczniejszą mniejszością narodową i największą grupą obcokrajowców na naszym rynku pracy .

Latem 2021 roku pracownia Gradus Research Company przeprowadziła sondaż, z którego wynika, że połowa ankietowanych Ukraińców przy pierwszej lepszej okazji gotowa jest na emigrację ze swojego kraju. Niektórzy proces ten z uwagi na masowość nazywają wręcz ewakuacją. Trudno się temu dziwić. Ostateczne zdemolowanie kadłubowej ukraińskiej państwowości nastąpiło w wyniku tzw. majdanu w 2014 roku. Przestały działać i tak już wątłe instytucje publiczne.

Niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę w Kijowie, mamy do czynienia z państwem upadłym. Jego reaktywacja kosztowałaby pewnie już nie miliardy, a wręcz biliony euro. Oczywiście, nie biorąc pod uwagę, że większość tych środków zostałaby pożarta przez trawiący twór o nazwie Ukraina rak korupcji. Dlatego możemy bez większego ryzyka założyć, że polskie społeczeństwo przyszłości będzie w coraz większym stopniu złożone z nowych Polaków, pochodzących ze Słowian Wschodnich, względnie będących etniczno-kulturową mieszanką radzieckiej Eurazji. I choćby dlatego ważne jest spojrzenie na poglądy, myśli, plany i wartości najmłodszych Ukraińców; wielu z nich za kilka lat może być Polakami.

Wiosną 2021 roku centrum badań opinii publicznej Puls z Odessy wraz z Międzynarodowym Klubem Eksperckim z Kijowa przeprowadziły sondaż wśród reprezentatywnej grupy młodych obywateli Ukrainy, w przedziale wiekowym od 14 do 18 roku życia. Przynosi on dość ciekawe rezultaty i skłonić może do refleksji również u nas, w Polsce.

Autorzy badania nie bez przyczyny podzielili obszar Ukrainy na cztery odrębne makroregiony (Wschód, Południe, Centrum, Zachód). W wynikach sondażowych widoczne są wyraźne różnice kulturowe pomiędzy tymi obszarami, co stanowi kolejne potwierdzenie tezy o tym, że jedyną metodą utrzymania na dłuższą metę jakiejś formy państwowości ukraińskiej jest federalizacja ustrojowa tego kraju. Oczywiście, protektorzy obecnych, pozbawionych jakiejkolwiek podmiotowości, nominalnych władz w Kijowie konsekwentnie oponować będą przeciwko takim rozwiązaniom.

Przejdźmy jednak do socjologicznego portretu ukraińskiej młodzieży. Dla największej grupy ukraińskich nastolatków (62%) najważniejszą wartością w życiu jest zdobycie dobrej pracy zapewniającej życie na odpowiednim poziomie (dla 56% – posiadanie przyjaciół, a dla 51% – założenie rodziny). Wskazuje to na niezwykłą na pierwszy rzut oka dojrzałość młodych ludzi na Ukrainie. W istocie jest jednak odzwierciedleniem lęków i obaw determinujących życie ich rodziców, często opuszczających za chlebem rodzinne domy. Oznacza to, że kolejne pokolenie Ukraińców będzie charakteryzowało się dużą mobilnością społeczną, a tym samym gotowością do emigracji w poszukiwaniu lepszego bytu, również być może do Polski.

42% młodych ludzi uznaje, że na Ukrainie przestrzegane są prawa człowieka, jednak prawie tyle samo (39%) jest odmiennego zdania, a pozostali nie mają ukształtowanej opinii w tej sprawie. Co ciekawe, świadomość łamania podstawowych praw i wolności mają z reguły przedstawiciele starszej części badanej grupy (uczniowie ostatnich klas szkół średnich i rozpoczynający naukę studenci) oraz mieszkańcy południowych regionów kraju. Przekonanie o łamaniu praw człowieka najsilniejsze jest właśnie na Południu – tam tego zdania jest 47% ankietowanych (przeciwny pogląd wyraża 38%). Nie ulega wątpliwości, że są to opinie związane z represjami stosowanymi na tych obszarach przez nacjonalistów wobec przedstawicieli mniejszości, przede wszystkim osób rosyjskojęzycznych.

Jednocześnie 32% ankietowanych uważa, że stan przestrzegania praw człowieka po przewrocie w 2014 roku uległ pogorszeniu, zaś przeciwny pogląd wyraża zaledwie 11% ukraińskiej młodzieży. Stanowi to druzgocącą ocenę działań władz, które przejęły kontrolę nad krajem w wyniku złamania konstytucji, nielegalnymi metodami i znane są z tego, że lekceważą w wielu sferach życia podstawowe standardy w dziedzinie praw obywatelskich. Dotyczy to przede wszystkim wolności słowa. Aż 46% ukraińskich nastolatków uznaje, że nie wszyscy mogą w ich kraju swobodnie wypowiadać swoje opinie. Przeciwna opinia bliższa jest 43%. Przekonanie o istnieniu politycznej cenzury najbardziej rozpowszechnione jest znów na ukraińskim Południu.

Mimo, iż aż 55% młodych Ukraińców uważa, że na Donbasie toczy się konflikt ukraińsko-rosyjski, nie sposób uznać dominujących wśród młodzieży nastrojów za szczególnie nacjonalistyczne. Na pytanie o masowe morderstwo przeciwników Majdanu, do którego doszło 2 maja 2014 roku w Domu Związków Zawodowych w Odessie, 35% ankietowanych deklaruje, że w ogóle o nim nie słyszało; 34% uznaje je za tragedię, zaś jedynie 9% podziela pogląd nacjonalistów, iż było to zwycięstwo nad separatystami i zwolennikami „rosyjskiego świata”.

Aż 55% ankietowanych nie dopuszcza do siebie myśli o możliwości zaangażowania w życiu publicznym, a nawet udziału w jakiegokolwiek rodzaju protestach czy inicjatywach obywatelskich. Następuje zatem coraz dalej idące wycofanie młodzieży z polityki, choć wciąż potencjalnej aktywności nie wyklucza 26% nastoletnich respondentów.

Niewielu nastolatków na Ukrainie interesuje się przebiegiem ostatniego Majdanu z lat 2013-2014. Większość nie bardzo wie, o co wówczas podczas protestów chodziło. Nie pałają oni też szczególną ochotą do udziału w takiego rodzaju wydarzeniach w przyszłości; 33% twierdzi, że nie poparłoby tego rodzaju protestów (odwrotną deklarację składa 31%). Na Południu Ukrainy na Majdan wybrałoby się zaledwie 11% młodych ludzi, a na Wschodzie – 19%.

Atomizacja społeczna, twarde reguły walki o byt oraz rozkład instytucji państwowych i komórek społecznych powodują, że coraz niższy jest kapitał zaufania społecznego na Ukrainie. Aż 72% młodych ludzi deklaruje ograniczone zaufanie i ostrożność w kontaktach z innymi ludźmi. Ufność wobec otoczenia deklaruje zaledwie 23% badanych.

Język ukraiński jest nadal na Ukrainie językiem mniejszości, również wśród nastolatków. W codziennych kontaktach posługuje się nim 42% ankietowanych (94% na Zachodzie, 46% w Centrum, 4% na Południu i 2% na Wschodzie). Znacznie większa grupa zna język ukraiński, ale używa go zamiennie z rosyjskim (57%), przy czym 20% w kontaktach z bliskimi korzysta wyłącznie z języka rosyjskiego. Wszystko to nie przeszkadza zdecydowanej większości (96%) uznawać się za Ukraińców.

Interesująco prezentują się wyniki badań dystansu społecznego wobec innych narodowości. Ankiety w tej sprawie przeprowadzono w oparciu o metodę amerykańskiego socjologa Emory’ego Bogardusa, zmodyfikowaną przez ukraińską socjolożkę i psycholożkę prof. Natalię Paniną. Polega ona na stopniowaniu emocji wobec przedstawicieli obcych narodowości: od gotowości do przyjęcia ich do grona własnej rodziny po chęć wprowadzenia zakazu wjazdu dla nich do kraju. Okazuje się, że najwyższym, obliczonym w ten sposób współczynnikiem sympatii cieszą się Białorusini i Polacy (poziom bliskości 4,3), następnie Niemcy, Rosjanie, Węgrzy, Gruzini i Żydzi, a największa niechęć panuje w stosunku do Rumunów (5), Turków (5,3) i Arabów (5,5).

Czy młodzi Ukraińcy myślą już w wieku nastolatków o wyjeździe z miejsc swego obecnego zamieszkania? Tak, takie plany deklaruje 55% ankietowanych. 22% zastanawia się nad przeprowadzką do ukraińskich miast (dotyczy to przede wszystkim mieszkańców prowincji, ale także podupadających stolic najbardziej zdegradowanych regionów). Prawie co trzeci spogląda jednak w kierunku krajów Europy Środkowej (16% myśli o wyjeździe do Polski, 11% – do Czech, 4% – na Węgry). Aż 28% wierzy w amerykański sen i, trochę mało realistycznie, rozważa emigrację do Stanów Zjednoczonych, a kolejne 10% zastanawia się nad jeszcze innym kierunkiem wyjazdu.

7% ukraińskich nastolatków biorących udział w badaniu uznaje, że zgodziłoby się na przyjęcie do swojej rodziny (małżeństwo) Polaków. Jest to jeden z najlepszych wyników, choć marzeniem nastolatków pozostaje związek z obywatelami Stanów Zjednoczonych (14%), a więcej respondentów zgodziłoby się na więzi rodzinne z Rosjanami (10%). W ostatnich latach w Polsce rzeczywiście rośnie liczba zawieranych małżeństw z obcokrajowcami, przy czym 80% z nich to związki polskich mężczyzn z ukraińskimi kobietami. Dlatego obecny pogląd na takie związki prezentowany przez ukraińskich nastolatków może mieć wpływ na dalsze kształtowanie się trendów w tej sferze.

Prognozowanie w obecnych czasach to zajęcie wyjątkowo ryzykowne; zbyt duża jest dynamika procesów politycznych, gospodarczych i społecznych. Można jednak zaryzykować tezę, iż – jeśli nie dojdzie do załamania ekonomicznego i głębokiego kryzysu w Polsce – fala imigracyjna Ukraińców, również spośród najmłodszego pokolenia, będzie narastać. Możemy bowiem z dość dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że Ukraina nadal będzie obszarem państwa upadłego, nie gwarantującego podstawowych usług publicznych swoim obywatelom.

Nieprawdopodobna jest tymczasem fantazja snuta przez większość polskiej klasy politycznej i niektórych „ekspertów” o możliwym ukraińsko-rosyjskim konflikcie zbrojnym na większą skalę. Taki hipotetyczny konflikt spowodowałby zmniejszenie napływu imigrantów ekonomicznych (doszłoby do stabilizacji sytuacji społeczno-gospodarczej nad Dnieprem), przy jednoczesnym zwiększeniu liczby osób podających się za uchodźców, najprawdopodobniej wywodzących się z neonazistowskich organizacji przestępczych w rodzaju hołubionego przez część polityków Prawa i Sprawiedliwości batalionu „Azow”. Scenariusz ten byłby wyjątkowo groźny dla Polski, ale nie jest wart rozważania jako zbyt mało realistyczny.

Wygląda zatem na to, że profil imigracji ukraińskiej do Polski w nadchodzących latach nie ulegnie poważniejszym zmianom. A to wskazuje, że wielu z przybyszów ze Wschodu pochodzić będzie z pokolenia zaprezentowanego w omawianym badaniu. Oznacza to, że w Polsce znajdzie się grupa nawet kilkuset tysięcy Ukraińców, zamierzających pozostać tu na stałe lub na dłużej, w zależności od kondycji polskiego rynku pracy. Będą to ludzie w dużej mierze indyferentni politycznie, a zatem – wbrew ostrzegającym przed napływem neobanderowców środowiskom – stosunkowo plastyczni w tej sferze. Ich umysły kształtowane będą przez tych, którzy zdołają do nich dotrzeć jako pierwsi i zaproponować ewentualne wsparcie w odnalezieniu się w nowej, polskiej rzeczywistości.

Część z nich wciągnięta zostanie w tryby zideologizowanych ośrodków neoprometejskich, jak choćby Studium Europy Wschodniej Jana Malickiego, zainicjowane niegdyś przez resort spraw wewnętrznych. Inni dostaną się pod wpływy zrzeszającego „starą” mniejszość Związku Ukraińców w Polsce Piotra Tymy. Neoprometeiści i neobanderowcy, pomimo ogromnego wsparcia głównego nurtu medialno-politycznego, nie będą wszakże w stanie zagospodarować w sensie aksjologicznym i ideologicznym całej tej fali ludzi, przeważnie politycznie obojętnych i nie przejawiających chęci do zaangażowania społecznego.

Dlatego powstanie ogromne wyzwanie, polegające w dużej mierze na próbie asymilacji pierwiastka wschodniosłowiańskiego w społeczeństwie polskim. Z przyczyn demograficznych będzie to wyzwanie niezwykle istotne, pozwalające na zasilenie tkanki narodowej dopływem świeżej krwi. Choć kwestie tożsamościowe nie są, jak widać w wynikach badania, szczególnie istotne z punktu widzenia omawianej grupy, jej przedstawiciele chcący związać swe losy z Polską staną przed wyborem trzech opcji: 1) asymilacji; 2) pielęgnowania kultury ukraińskiej w wydaniu regionalnym (kultywowania pamięci i wizji miejsc, z których będą pochodzić); 3) neobanderyzmu / neoprometeizmu.

Niezwykle istotnym zadaniem z punktu widzenia interesów polskich będzie doprowadzenie do sytuacji, w której preferowane będą wśród imigrantów dwie pierwsze z wymienionych alternatyw. Imigracja ukraińska jest i prawdopodobnie pozostanie zjawiskiem, którego nie powstrzymamy. Batalia dotyczyć więc będzie jedynie jej optymalnego kształtu. Wschodniosłowiański zastrzyk demograficzny może być zjawiskiem jednoznacznie per saldo korzystnym.

Nie tylko zresztą od strony demograficznej i ekonomicznej, ale również z punktu widzenia wzbogacenia dość zatęchłej polskiej kultury o zupełnie nowe pierwiastki, większego otwarcia się na świat rosyjskojęzyczny (postradziecki), wzmocnienia roli tradycyjnej rodziny (model preferowany przede wszystkim, jak wynika z badań, przez Ukrainki) czy wreszcie zwiększenia różnorodności duchowo-wyznaniowej współczesnej Polski (poprzez dodanie elementu prawosławnego, ciążącego przede wszystkim ku Polskiemu Autokefalicznemu Kościołowi Prawosławnemu. Świadoma polityka migracyjna władz polskich powinna przy tym brać pod uwagę wewnątrzukraińskie zróżnicowania i podziały, stosując system preferencji szczególnych dla nie nastawionych nacjonalistycznie mieszkańców ukraińskiego Południa i Wschodu.

Choć brzmi to mało optymistycznie dla Kijowa, ukraińska masa upadłościowa, w tym potencjał ludzki zostanie rozdzielony przez kraje ościenne, w tym Polskę, i te bardziej odległe. Wymaga to ze strony Warszawy świadomego i racjonalnego wypracowania podstaw polityki migracyjnej. Wszelkie pomyłki mogą być tu brzemienne w skutki dla kolejnych pokoleń; wszak wielu z ukraińskich imigrantów pozostanie już u nas na stałe, a znaczna część z nich determinować będzie kształt polskości w kolejnych dekadach. W sondażach na temat ukraińskich nastolatków znajdziemy zatem element portretu społecznego jakiejś części przyszłych Polaków.

Mateusz Piskorskipolityk, poseł na Sejmie V kadencji, nauczyciel akademicki, politolog, publicysta i dziennikarz

Źródło

Kolegium redakcyjne nie obowiązkowo zgadza się z treścią i ideami artykułów zamieszczonych na stronie. Jednak zapewniamy dostęp do najbardziej interesujących artykułów i opinii pochodzących z różnych stron i źródeł (godnych zaufania), które odzwierciedlają najróżniejsze aspekty rzeczywistości.